Piękną panią archeolog fajnie być. Na dodatek z mnóstwem kasy. Z umiejętnościami godnymi mistrzów olimpijskich w gimnastyce. Z tego co widać wynalazła również jakiś magiczny sposób na powstrzymanie starzenia się (nie żeby to komuś przeszkadzało:P). W tej części (8-ej?) Lara pragnie zamknąć sprawy otwarte w poprzednich rozdziałach, nie zdradzając więcej – szuka matki. Jak zwykle fabuła łączy wątki kilku mitologii, nie razi na szczęście jakieś przegięcie z fantazjowaniem w tym temacie.
Na początek można obejrzeć zbitek przerywników z poprzednich Tomb Raider’ów, żeby wiedzieć w czym rzecz. Wszystko zmierza ku powrotowi do korzeni serii. Więcej mamy skakania, biegania i kombinowania, niż strzelania, co mi osobiście bardziej odpowiada. Lara nauczyła się kilku nowych rzeczy od poprzedniego występu, co dodaje trochę realizmu (brak możliwości strzelania wisząc na ścianie zawsze mnie dobijał, teraz nie ma z tym problemu, tak samo ze strzelaniem do dwóch przeciwników na raz), natomiast fragmenty “podwodne” są całkowicie pozbawione odbicia w rzeczywistości (choć trzeba przyznać, że jakbym nie interesował się wcześniej nurkowaniem to z pewnością nie zwróciłbym na to uwagi). Niektórych może też zmartwić fakt, że “wymiary” panny Croft stały się bardziej “normalne”(?). Nadal jednak śledzenie jej ruchów stanowi jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w “growym” świecie (dla facetów ofc), na dodatek teraz istnieje możliwość przebierania jej przed wyjazdem w nowe miejsce (dodano też wybór broni, ale kogo to obchodzi – można zmieniać ciuszki Larze!:D). Grafika stoi na przyzwoitym poziomie, nie odbiega od poprzednich części (oczywiście tych z “nowej ery”), animacje naszej pani archeolog wyglądają świetnie, levele są pełne szczegółów. Udźwiękowienie nie przeszkadza, co jest najważniejsze, nie ma do czego się przyczepić pod tym względem. Długość rozgrywki pasuje idealnie w moim odczuciu, nie ma przesytu, a jest satysfakcja.
Poziomy są ładnie zaprojektowane, dla każdego coś miłego – grobowce, jaskinie, statki, dżungla i nawet chwila w naszej skromnej rezydencji. Wykorzystano ponownie motocykl, co wprowadza małe urozmaicenie do rozgrywki (jeżdżenie po grobowcu świetna sprawa). Występują fragmenty irytujące przy których można wybuchnąć, ale po krótkiej przerwie chce się spróbować jeszcze raz.. a potem jeszcze raz i jeszcze raz, aż w końcu się uda. Co mnie doprowadzało do stanu bliskiego erupcji to szalejąca kamera, przez którą niektóre, proste z pozoru czynności, trzeba powtarzać kilka razy zanim Lara nas posłucha. Fatalnie wykonano kolizje, nietrudno o zablokowanie się przy ścianie czy zahaczenie o coś leżącego na ziemi (i to ciało Lary po śmierci latające jak jakaś lalka – grr). Niektórych może też zrazić poziom trudności, jeśli ktoś nie grał wcześniej w gry tego typu to może się gdzieś “zaciąć”.
Wszystkie te niedoróbki sprawiają wrażenie, jakby twórcy za wszelką cenę chcieli wydać grę w wyznaczonym terminie. W tym wypadku lekka obsuwa wyszłaby Larze tylko na dobre. Na dodatek cała sytuacja z Eidosem proszącym o nie publikowanie krytycznych recenzji przed premierowym weekendem daje obraz, jakby sami twórcy nie wierzyli w swój tytuł. Ostateczne stanowisko może być tylko jedno – od początku do końca jest to gra FOR FANS.