Ex Machina, czyli eks dobre anime
Dzisiaj nadarzyła się okazja do nadrobienia zaległości filmowych (czy bajkowych jak niewierni i nieświadomi twierdzą). Padło na Appleseed Ex Machina ze względu na słabość do oryginalnego Appleseeda (jak się okazało, nie licząc głównych bohaterów, oba tytuły wiele wspólnego nie mają). Muszę niestety przyznać, że zawiodłem się. Taka okazja do zrobienia dobrej kontynuacji po wyrobieniu sobie marki poprzednią częścią, a wyszło jak zwykle.
Niby zachowali klimat, podobną stylistykę i muzykę w tym samym tonie, ale część pomysłów była chyba wprowadzana na jakiejś konkretnej imprezie. Gołębie-roboty jestem w stanie wybaczyć, ale z tym różowych mechem to już przegięli (o scenach wcale-nie-przypominających-matrixa nie wspomnę). Dlaczego w ogóle poprawiali wygląd Deunan? Ludzie chyba nigdy się nie nauczą, żeby dobrych rzeczy nie zmieniać. Technicznie też trzeba przyznać, że to już nie to co powinno być. Chwilami animacja postaci wygląda jak w Simsach, kiedy indziej przesadzają z efektownością. Fabuła jak na anime nie zaskakuje, właściwie nic w tym tytule nie zaskakuje (może dziwne podobieństwo antybohatera do postaci z System Shocka 2…). Nie polecam, jeśli macie coś innego do obejrzenia, ale z drugiej strony jak ktoś jest fanem Appleseeda z 2004 roku to wypada zapoznać się, żeby wiedzieć, jak nie powinno się robić kontynuacji.