Mirror’s Edge – run Mike, run!
Wcześniej zdążyłem zapoznać się z paroma opiniami na temat Mirror’s Edge, tak wydania na konsole, jak na pecety. Nie nastrajały mnie optymistycznie, niby oceny wysokie, gra się fajnie, ale nie ma zapowiadanej rewolucji i w ogóle jakoś tak miało być lepiej. Jaki błąd bym popełnił słuchając tych wyraźnie zatraconych w kryzysie malkontentów!
W skrócie miała to być komputerowa wersja parkoura w futurystycznej oprawie z fabułą poruszającą problem społeczeństwa przyszłości. Nasze alter ego w tym świecie to niezwykle wybiegana i wyskakana dziewucha – Faith. Jej rodzinne problemy prowadzą oczywiście do grubszej sprawy, ale nie ma sensu zdradzać więcej. Fabularnie gra wyraźnie kuleje, przewidywalność i uproszczenia z pewnością nie pomagają. Akurat w tym tytule nie to jest najistotniejsze. Skoro już jesteśmy przy tym to kilka słów o przerywnikach filmowych. Do bani! W całej rozciągłości popieram stylizowane filmik – animacja/komiks, nieważne. Tutaj ekipie z Dice nie wyszło. Nie chodzi o to, że taki sposób tu nie pasuje, właściwe wykonanie jak najbardziej przysłużyłoby się tytułowi. Po prostu nie podoba mi się styl, jakiego użyli – jak w jakiejś nie najlepszej bajce z Fox Kids.
Głównym punktem marketingowym Mirror’s Edge była innowacyjność. Faktycznie, grając czułem, że czegoś takiego chyba jeszcze nie robiłem. Pomimo faktu, że pojedyńcze elementy były już używane wcześniej, nikt tego nie połączył w tak grywalny tytuł. Właściwie chodzi tylko o bieganie i skakanie. Po dachach, w budynkach, w metrze, przy szukaniu drogi przez miejski krajobraz czas wyjątkowo miło upływa. Gra nie jest trudna, banalna też nie. Taka w sam raz, poza tym w przypadku utknięcia w którymś momencie zawsze możemy “zapytać” się Faith, gdzie teraz biec. Jeśli nie widzieliście wcześniej żadnych screenów czy filmów z gameplay’a to pewnie trudno sobie wyobrazić o co właściwie chodzi. Powiedzmy, że wychodzimy z budynku na dach i musimy dostać się do drzwi w wieżowcu parę ulic dalej. No to hop! Rozpędzamy się, mały bieg po ścianie, skok i już jesteśmy na drugim budynku. Oczywiście występują różne “przeszkadzajki”, ogrodzenia pod napięciem czy jakaś tam policja (broń można zdobyć tylko odbierając ją komuś, całkiem nieźle to wyszło – oczywiście jakieś wymyślne ewolucje czy szybsze bieganie nam nie wyjdzie z karabinem w ręku, na dodatek mamy do dyspozycji swoisty bullet time, chłopaki nie mają szans). Wyposażeni jesteśmy w “zmysł biegacza”, zabarwia on na czerwono elementy otoczenia, które wykorzystujemy w swoich akrobacjach. Można się spierać czy nie jest to za duże uproszczenie, ale bez tego w pewnością tytuł straciłby na płynności rozgrywki.
Interfejs praktycznie nie występuje, żadnej mapy, licznika amunicji czy innego zbędnego elementu. Kiedy skoczymy z nierozsądnej wysokości albo zostaniemy postrzeleni to czerwono robi się przed oczami, ale po chwili świat nabiera normalnych kolorów. Standard. Na padzie nie grałem, ale nie jest to z pewnością wymóg. Klawiatura wcale nie odbiera przyjemności, tak czy inaczej to tylko kilka klawiszy. Trzeba nabrać wprawy w walce z “niebieskimi”, ale nie ma w tym nic skomplikowanego. Kiedy zadziała nasz “zmysł” zabieramy broń nieszczęśnikowi przy okazji go unieszkodliwiając. Długość rozgrywki nie odbiega od dzisiejszych norm – 6-7h fabuły. Na szczęście Dice dodało inne tryby rozgrywki – Time Trials, “czasówki dachowe” – trzeba w określonym czasie zdążyć do ostatniego checkpointa. Genialna sprawa, szukanie najkrótszej drogi i pokonywanie na pierwszy rzut oka niemożliwych czasów daje sporo satysfakcji. Po ukończeniu fabuły możemy też przechodzić w ten sposób poziomy bezpośrednio z gry.
Graficznie Mirror’s Edge stoi na bardzo wysokim poziomie. Twórcy nie silili się na naśladowanie rzeczywistości, przyjęli silnie zurbanizowany, trochę futurystyczny styl i trzymali się tego od początku do końca. Oryginalnie posłużyli się paletą barw eksponując tylko poszczególne kolory w danym miejscu. Narzekanie na wtórność w projektowaniu poziomów wydaje mi się średnio trafione. W końcu dachy to dachy, nie? W ogóle nie czułem znudzenia z tego powodu. Wygląd tego tytułu jest zdecydowanie zaletą (wyłączając te nieszczęsne przerywniki). Pod względem dźwięku też jest dobrze. Odgłosy miasta, biegnąca Faith czy radiowe pogawędki, wszystko pasuje (o ile gracie po angielsku, nie róbcie sobie krzywdy i zmieńcie tą prawie-udaną-polską-wersję). Gorzej jest z muzyką, jakiś taki niedosyt można poczuć w niektórych miejscach. Widać jednak, że twórcy mieli jakąś koncepcję i są w niej konsekwentni.
Ciężko znaleźć jakieś jednoznaczne wady w tej produkcji. Może brak save’a w dowolnym momencie? Wtedy przejście całości zajęłoby o wiele mniej czasu. Wygląd głównej bohaterki mógłby być inny.. ale nad gustami podobno się nie dyskutuje. Stabilność? Szybko wypuszczony patch likwidował niespodziewane crash’e. O przerywnikach już wspominałem..
Bardzo dobry tytuł. Nie spodziewałem się szczerze mówiąc, że tak dobrze im to wyjdzie. Żadna z tego rewolucja, ale innowacyjny FPP na pewno. Nie dla wszystkich jednak, jeśli wcześniej nie lubiłeś/aś gier typu FPP/FPS to ta gra tego nie zmieni. DON’T BUY w takim wypadku, ale jeśli zjadłeś/aś zęby na shooterach to BUY, BUY, BUY! W końcu powiew świeżości w tym hermetycznym światku.
p.s. Poczekałbym jednak z kupnem do jakichś obniżek cenowych albo allegrowych okazji
(120zł? – EA, kiedy wy zejdziecie na ziemię z tymi cenami?)