Call of Duty 4: Modern Warfare – prawie dwa lata później. Part 1.

Przed premierą Call of Duty 4 Modern Warfare społeczność fanów poprzednich części podzieliła się na dwa obozy. Przeniesienie akcji do współczesnych czasów miało odświeżyć markę, ale sporo ludzi obawiało się, że to już nie będzie to samo. Infinity Ward stało przed ciężkim zadaniem, autorzy sukcesu serii zdawali sobie z tego sprawę. Po ponad 19 miesiącach od wydania Call of Duty 4 można śmiało powiedzieć, że był to strzał w dziesiątkę.

Po roku od premiery, która miała miejsca 6 listopada, w Polsce sprzedano 100 tysięcy egzemplarzy tej gry (w Polsce! – jak dla mnie imponujące, ciekawe jak wygląda sytuacja po blisko dwóch latach). Modern Warfare został wpisany do Księgi Rekordów Guinessa jako tytuł z największą bazą graczy (ponad 13 mln!). Po trzykrotnym ukończeniu trybu dla pojedynczego gracza oraz zagrywaniu się na serwerach multiplayer przydałoby się rozłożyć sukces tej gry na czynniki pierwsze. Czy jest w niej coś jeszcze do poprawienia? Co mają do powiedzenia przeciwnicy tego tytułu? Co skłania ludzi do ciągłego wracania? Na parę miesięcy przed premierą bezpośredniej kontynuacji nie zaszkodzi odpowiedzieć na te pytania. Poniżej roi się od spoilerów, ale ufam, że większość z Was ma już ten tytuł za sobą. Recenzją bym tego nie nazwał, bardziej podsumowaniem, spojrzeniem z dłuższej perspektywy czasu, zerkaniem w przyszłość.

Kogo to ja zabijałem? – dla przypomnienia

Zaczyna się od widowiskowego ataku na kontenerowiec w Cieśninie Beringa. Można powiedzieć, że od pierwszej chwili człowiek dostaje mocnego łupnia w czaszkę. To była najlepsza grafika w grze FPS, jaką dotychczas widziałem (a było to parę tygodni po premierze Bioshocka i przed Crysisem). Po początkowym szoku jest tylko lepiej. Dwutorowy sposób prowadzenia akcji świetnie się sprawdził. Wcielamy się na zmianę w nowicjusza w szeregach SAS – sierżanta “Soapa” MacTavisha i sierżanta sił amerykańskich – Paula Jacksona. Powiązanie fabularne wątków ma swoją kulminację, kiedy jeden z nich umiera w cieniu atomowego grzyba. Swoją drogą całkiem niezły zwrot w opowiadanej historii. Należy zaznaczyć, że to powiązanie wątków sporo daje w ostatecznym rozrachunku fabuły (w World at War zabrakło tego elementu i gra na tym straciła). Po misji wprowadzającej na morzu następuje klimatyczne intro (interaktywne!). Nie wiem kto w Infinity Ward wpadł na ten pomysł, ale jest fenomenalny. “Wchodzimy” w ciało prezydenta Yasira Al-Fulaniego, kiedy jest transportowany na stracenie (czego oczywiście nie wiemy). W czasie jazdy mamy okazję śledzić początek rewolucji przebiegający na ulicach bliskowschodniego państwa. Jedno z najlepszych wprowadzeń, jakie miałem okazję widzieć.

Chrapkę na władzę ma Khaled Al-Asad, który ostatecznie okazuje się tylko pionkiem w grze ultranacjonalisty Zachajewa. Historia nie jest skomplikowana, jak zresztą w filmach akcji bywa. Następuje amerykańska inwazja zakończona wielkim BOOM! Później ścigamy odpowiedzialnego za cały burdel, między innymi szturmując rosyjską bazę rakietową. Z wielką przyjemnością wpakowałem mu kulkę między oczy po tym jak zabił moich kumpli. Modern Warfare 2 ma opowiadać historię od tego momentu. Będziemy ścigać człowieka, który przejął interes po Zachajewie (podobno pan Z. był w porównaniu z nim miły).

W czasie gry dwukrotnie wcielamy się w dodatkowych bohaterów. Cofamy się w czasie z kapitanem Pricem w słynnej misji snajperskiej (dla wielu istny majstersztyk, choć na wyższych poziomach trudności ostatnie momenty przy Wielkim Młynie doprowadzały mnie do używania wielu niecenzuralnych słów w jednym zdaniu). Innym razem z anonimowym członkiem załogi AC-130 celujemy w nieświadomych przeciwników z wysokości kilku kilometrów – następny świetny pomysł na urozmaicenie akcji. Fabuła nie jest odkrywcza, podobne pomysły przerabiano już w wielu tytułach. Co czyni Modern Warfare wyjątkowym to atmosfera i perfekcyjne, a zarazem filmowe wykonanie.

Wszędzie malkontenci

Cała gra ocieka wręcz filmowym klimatem. Tutaj pojawia się pierwszy zarzut. Żeby stworzyć wiele spektakularnych momentów, gra jest po prostu napakowana skryptami. Niektóre sceny można odtwarzać w nieskończoność z kolejnymi falami przeciwników, bo nie zrobiliśmy czegoś czy nie weszliśmy w odpowiednią strefę. Teoretycznie ma to zmusić gracza do ciągłego parcia do przodu, w praktyce różnie z tym bywa. W zapowiedziach kontynuacji deklarowano rozwiązanie tego problemu, ale po pierwszych filmach przedstawiających rozgrywkę widać, że nic się nie zmieniło w tej kwestii. Poza tym mówienie w tej sytuacji o “problemie” jest trochę na wyrost, wielu graczy w ogóle nie widzi w tym nic złego. Skrypty są po prostu ceną za widowiskową filmowość gry. Kiedy prawie wypadamy z helikoptera uciekając z tonącego statku czy kiedy leżymy na moście na końcu gry po raz wtóry przechodząc część single player, nie czujemy już tego dreszczyka emocji. Nie sądzę jednak, żeby odbierało to przyjemność z rozgrywki. Wielu z nas ogląda te same filmy po kilka razy, czyta książki kilkukrotnie, trudno żeby nas zaskakiwały ponownie. Robimy tak, ponieważ po prostu są tak dobre. Z Modern Warfare jest podobnie.

Następny zarzut – długość rozgrywki. Infinity Ward wyraźnie postawiło na intensywność za cenę czasu potrzebnego na ukończenie fabuły. “Kiedyś to gry miały po 20-30h, a kosztowały tyle samo. Teraz się nie opłaca” – w każdej dyskusji o dzisiejszych tytułach pojawia się przynajmniej jeden taki głos. Ba, na niektóre gry RPG potrzeba było nawet i setkę godzin, ale co z tego? Tego trendu już nie da się odwrócić, przejście FPS’ów zajmuje dzisiaj 6-10h (twórcy zazwyczaj deklarują około 15h, ale to chyba jak ktoś nie używa myszki) i należy się z tym pogodzić. Można jedynie dodać – niestety. Inna sprawa jak ten krótki czas zostaje wykorzystany. W Call of Duty 4 nie ma chwili wytchnienia, w szczególności w amerykańskiej części kampanii liczba wystrzelonych naboi na minutę jest porażająca. Akcja została poprowadzona jak w dobrym filmie akcji, co chwilę coś nowego, co nie pozwala się nudzić. A to kolega z drużyny wyląduje ze spadochronem tam, gdzie nie powinien. Albo trzeba uratować pilota rozbitego śmigłowca. Takie rzeczy urozmaicają rozgrywkę i w pewnym sensie urealniają całą sytuację. Długość Modern Warfare minusem? Śmiem się nie zgodzić. O ile po zakończeniu chce się więcej, trudno zdecydować czy jakby faktycznie grało się dłużej, w pewnym momencie nie zrobiłoby się po prostu nudno. Oczywiście w zapowiedziach kontynuacji mówi się o wydłużeniu rozgrywki dla pojedynczego gracza. Nie raz już jednak takie deklaracje słyszeliśmy i wolę nie nastawiać się optymistycznie (podobno lepiej mile się zaskoczyć niż rozczarować).

Chyba wystarczy na chwilę obecną. W niedługim czasie powinna pojawić się druga część, gdzie między innymi narzekam na tryb multiplayer.

p.s. na zaostrzenie apetytu – http://www.gametrailers.com/video/reveal-trailer-modern-warfare/49656 (z pewnością większość już widziała, ale polecam ściągnięcie wersji hd i „przypominanie” sobie co jakiś czas)

Dodaj komentarz